czwartek, 26 czerwca 2008

"Szyję" patchworki i odnawiam meble

Połknęłam przysłowiowego bakcyla na warsztatach stamperiowych i zaczęłam "szyć" patchworki!! W moim przypadku szycie równa się malowanie :) ponieważ nigdy nie dane mi było spróbować swoich sił przy maszynie do szycie. Moja miłość do patchworków jest przeogromna!!!Zazdroszczę naszej Elci że potrafi je szyć... Ale teraz jestem przeszczęśliwa -mogę sobie namalować ich namiastkę !! Oto moje trzy pierwsze samodzielne patchworki-nie korzystyłam tutaj z żadnych szablonów-wszystko odręcznie i z głowy!! Tabliczkę zrobiłam dla naszej Uroczyskowej Bei-ona również lubi łaciate wzorki:) Mam nadzieję że się spodoba Beatce:)
Słoniątko jest naprawdę malutkie-nie widać tego na zdjęciu
I troszkę świątecznie-w moim domu święta Bożego Narodzenia są obecne cały rok stąd pomysł na "uszycie"teraz w środku lata dzwoneczka z MDF :):)
I moja kochana szafka prawdziwy zabytek-przywieziona niedawno do domu, z tzw. odzysku, miała spore ubytki po robalach. Wszystko "połatałam", szlifowałam ,malowałam i tak oto wygląda teraz

Szufladce należy się jeszcze zamontowanie uchwytu :) Na zdjęciu kolorki wyszły nieco ciemniejsze niż w rzeczywistości.Szafeczka jest w kolorze czekoladowo-orchideowym:)

piątek, 20 czerwca 2008

Zlot scraperek i warsztaty decoupage

Bardzo lubię intesywnie żyć, to wpływa na mnie niezykle twórczo i kreatynie. Ostatnio działo się w moim "twórczym nicnierobieniu" wiele!! Na przestrzeni kilku dni odwiedziłam stolicę-to w związku z I Ogólnopolskim Zlotem Scraperek-obszerna relacja z tego wydarzenia na naszym Uroczysku . Było świetnie jak osiem-czyli super mega fantastycznie !! Tutaj zamieszczam foteczkę albumików wędrownych, których Cafeartowa edycja ruszyła właśnie na zlocie :) oraz zdjęcie albumików z ich "właścicielkami" :
We wtorek i środę (17-18 czerwca) natomiast
miałam wielką przyjemność brać udział z warsztatach decoupag'owych, organizowanych przez firmę Bocian-polskiego dystrybutora produktów do deku włoskiej firmy Stamperia. Warsztaty odbyły się w malowniczych okolicach Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Atmosfera na warsztatach była fantastyczna!! Spotkałam kilka znajomych osób, z którymi nie mogłam sie nagadać!!:) oraz intesnywnie pracowałam (tempo wykonywanych projektów szalone!:) ). Szkolenie prowadziła instruktorka z Włoch- Monika Paruta a więc miałam jednocześnie możliwość obcowania z żywym językiem włoskim, który od kilku miesięcy "sobie przyswajam" :) A oto troszkę zdjęć -mały fragment tego co się działo w czasie szkoleń:)
Ponieważ nieco się spóźnilam na pierwsze zajęcia-cyknęłam ogólne zdjęcie całej sali i natychmiast zabrałam się do "roboty". Monika Paruta wyjaśnia działanie specyfików a Iza pięknie tłumaczy
Pierwszy projekt to praca na blejtramie o tematyce marynistycznej. Cieniowania i domalowanie poejzażu zajęło mi około 20 minut!!!(tylko)!

Tutaj zaś nakładam trawertyn na ramkę a po wyschnięciu i naklejeniu motywu wykonałam cieniowania pigmentami i podmalunki


Kasia z Malowanego Kufra przegląda literaturę fachową:)
24 baby w wielkim skupieniu pracują -czyli decoupage'ują

Instruktorka Monika Paruta mogła również nauczyć się czegoś nowego-mianowicie troszkę "pofilcowała"
Kolejny projekt-malowanie "patchworkowe"-jak dla mnie absolutny "hit" warsztatów.
i efekt mojej pracy
Moje sąsiadeczki -świetne babeczki okazały się "starymi" znajomymi z forum rękodzielniczego!! Lorka i Wioletka w czasie pracy i pogaduszek jednocześnie:)
A później robiłyśmy domek z terakty. Ach jakież te malutkie dachóweczki, cegiełki i płoteczki są urocze!!

Domek na półmetku
Konsultacje z instruktorą:)
A tak wygląda ukończony projekt
Praca wre bezustannie:) Poza rękoma pracują również języki haha
Na zakończenie piewrszego dnia (szkolenia zakończyły sie około 21.30)przygotowania sali do nastepnego dnia zajęć
I jeszcze kilka zdjęć prac wykonanych techniką malarstwa patchworkowego, które jak już wcześniej pisałam zauroczyło mnie totalnie!!!


Aby pogłębić swoją wiedzę w tym kierunku nabyła odpowiednią lekturę:) oczywiście w języku włoskim:)!!

I małe podsumowanie-moje prace
Reasumując-było pracowicie i niezwykle miło.Wszystkim uczestniczkom dziękuję za przemiłą atmosferę i mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie!!

piątek, 13 czerwca 2008

Album wędrowny-na gorąco przed wyjazdem do stolicy:)

Czyli mój drugi w życiu album scrapkowy no i do tego "wędrowny"!!! a więc do ludzi idzie i w świat:):):) Dziś na warszawskim zlocie scrapbookingowym wielka inauguracja-w tej edycji albumów wędrownych (inicjatorką przedsięwzięcia jest nasza Bea) bierze udział 10 osób. Dla mnie osobiście jest to duże przeżycie...bo to mój debiut!! Słowa te piszę na godzinkę przed wyjazdem do Stolicy haha i szybciutko zamieszczam zdjęć kilka mojego "wędrowca". Mottem jest fragment tekstu Jonasza Kofty-"Pamiętajcie o ogrodach"-każdy ma w sobie taki ogród i niech jego cząstkę zostawi w moim pamiętniku...
kiedy juz wróci do mnie zapisany "ku wiecznej rzeczy pamiątce"-pokażę
wszystkie jego strony:)

piątek, 6 czerwca 2008

Góra do Mahometa:) i postrzyżyny

W ostatnią środę razem z Bożenką wybrałyśmy się z wizytą towarzyską do naszej kochanej uroczyskowej Elci , która od miesiąca biwakuje sobie na działce letniskowej w związku z czym nie bywa na czwartkowych spotkaniach. Mahomet nie miał czasu przyjść do góry więc góry ruszyły do Mhometa:) Bożenka cyknęła kilka fotek i nawet sama pozwoliła siebie sfotografować!!:)dzięki czemu mamy piękne "grupowe" zdjęcie:) Taca, którą trzymam w ręku to dzieło Elci-się kobieta nie leni i "troszku" dekupażuje!

Przy okazji tej wizyty odkryłyśmy dzięki Eli fantastyczne miejsce w którym mnóstwo jest ciekawych przedmiotów (z tzw wystawek z Niemiec)!!! Wygrzebałam kolebeczkę dla lalek mojej córci , która notabene nie bawi się nimi ale ma kilka, więc jej zwariowana mama posiada pretekst aby zwozić do domu podniszczone sprzęty dla lalek w celu ich odrestaurowania (czytaj zdekupażowania. malowania stencilowani itd :) dla własnej wyłącznie przyjemności hehe. Oto kolebeczka już po szlifowaniu . Teraz czeka na "upiększenie"
A oto dwa inne wygrzebane sprzęty-te już nie dla lalek ale w formacie XXL czyli dla dorosłych. Szafka powaliła mnie na kolana-jest piękna, klasycznie rustykalna bym rzekła!! Czeka mnie sporo pracy przy jej renowacji ( i krzesła równiaż) ale to już bedzie sama przyjemność nadawać jej nowy wygląd!!
A teraz o talentach fryzjerskich mojego synka Jurka, który bawił się z młodszą moją pociechą czyli Marysią w fryzjera eeeeeeee.......Oto Marysia przed postrzyżynami i na drugiej focie tuż po strzyżeniu haha. Jeśli ktoś ma ochotę na ciekawe uczestanie lub orginalną fryzurkę-zapraszam- mój Jurek jest niezawodny!!! Aby nie wyjść z wprawy tnie trawkę na podwórku-Marysi już nie "tnie" -ma zakaz kategoryczny!!!
I jeszcze troszkę dekupażowej twórczości-pokazuję aby zaległości nie było!! Praca na dużym blejtramie robiona na zamówienie dla firmy "Bocian" oraz jajko-jedyne które zdekupażowałam w tym sezonie! Jakoś nie miałam w tym roku "serca" do jajek :)

wtorek, 3 czerwca 2008

No i czerwiec nastał...:)

Kilka dni nie było mnie w necie a na świecie w międzyczasie rozpanoszyło się prawdziwe lato z temperaturami godnymi klimatu śródziemnomorskiego!!!!! Nie było mnie w necie ponieważ...jak to często bywa w moim życiu uganiałam się po domu z pędzlami i farbami haha i po raz kolejny zmieniałam "swój świat" na ładniejszy:) Z tego całego malowania pokażę jedynie nową szatę lustra, którą dopasowałam klimatem do ścian łazienki (to pomieszczenie które tym razem wpadło pod mój pędzel!:) )Oto lustro przed metamorfozą:
i po przemalowaniu:
Udało mi się w końcu!!! dokończyć albumik scrapkowy, który to rozpoczęłam robić na zlocie w Krakowie ( przypominam-to było w kwietniu!!) . Straszliwie sie namordowałam-ale nie odpuściłam i dokończyłam i powstało takie "cuś" co można podejrzeć ponieżej . Bohaterem albumu-harmonijki jest mój synek Jurek.


Z mojej galerii dekupażowej-dwa obrazki retro (ramki wykonane techniką dekalkomanii) i skrzyneczka -prezent na 40-ste urodziny dla przyjaciela. Pomysł i realizacja trwały dosłownie -5 godzin!!!a lakierowanie trwało jeszcze w Krakowie na zlocie scrapowym u Mirabeel:)



Na koniec-opakowanie książki, która była prezentem ode mnie dla mojego kochanego brata na 33 urodziny. Pomysł nie jest może orginalny-skorzystałam z doświadczeń naszej Gosi ale moim pomysłem było dodanie guzików oraz kieszonki do "koszuli"
Ależ się napisałam-idę teraz odwiedzić blogi moich koleżanek-nadrobić zaległości blogowe!!:):)